Bez odwiedzenia Greenwich nie mogło się obyć. Tym bardziej, że zaliczyliśmy koło podbiegunowe (narazie jedno). Południk to jedno. Dzielnica Greenwich jest bardzo przyjemna i przystępna. Nie ma zbyt wielu monumentalnych budowli, przez co ma się wrażenie swojskości i rodzinnej atmosfery.
Popołudnie spędzamy w Tower of London. Kiedyś twierdza przetrzymująca więźniów, dziś obiekt turystyczny (zawierający m.in. klejnoty królewskie), w którym mieszkają strażnicy - beefeaters. Etymologia nazwy wskazuje na "zjadaczy wołowiny", ale oni sami twierdzą, że tak na prawdę nie wiadomo skąd taka nazwa. Tak czy siak mieszkają w twierdzy i codziennie oprowadzają turystów po niej. Oczywiście nie każdy może być beefeaterem. Wymogów jest wiele, ale najważniejsze to to, żeby mieć za sobą co najmniej 22 lata nienagannej służby w wojsku. Po spotkaniu kilku z nich śmiem twierdzić, że nieoficjalnym wymogiem jest donośny głos i nienaganne...poczucie humoru.